Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka

26.01.2018
piątek

Nanga Parbat – resztki nadziei

26 stycznia 2018, piątek,

Jest źle. Bardzo źle. Ale bliscy, dziennikarze, kibice jeszcze wierzą w cud. Wierzą, że nie stanie się najgorsze z Elizabeth Revol i Tomaszem Mackiewiczem, którzy do wczoraj mieli jeszcze cień szansy (albo tak to oceniali) na zimowe zdobycie himalajskiego Nanga Parbat (8125 m n.p.m.).

Akcja ratunkowa przy użyciu helikopterów z udziałem Polaków wspinających się w pobliżu na K2 ma się rozpocząć jutro rano. Może być za późno, szczególnie dla Mackiewicza. Szanse na przeżycie nocy w skalnej czy lodowej szczelinie są liczone chyba w promilach. Francuzka jest zdaje się w lepszym stanie.

Znalazły się pieniądze na wynajęcie śmigłowców. Akcja jest opłacana ze środków MSZ. Sęk w tym, że minie jeszcze wiele godzin, zanim maszyny wystartują. Lot będzie krótki, a później trzeba się wspiąć do unieruchomionej dwójki, a to zajmie podobno cały dzień…

Tomasz Mackiewicz i jego przyjaciel Marek Klonowski już wielokrotnie byli pod Nangą. Nie dawała im spokoju. Jest potężne zagrożenie, że dla pierwszego z nich może to być ostatnia wyprawa.

Kogoś takiego jak ja, który co najwyżej spaceruje po Tatrach, dręczy w takiej sytuacji nieodmiennie pytanie: po co? Od lat idąc do grobu bliskich na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie, przechodzę obok kamienia i tablicy upamiętniających Tadeusza Piotrowskiego, wybitnego alpinisty, który nie wrócił z wyprawy. Zapalając czasem znicz, zawsze pojawia się właśnie to pytanie: po co?

Prawdopodobnie zostanę zrugany przez ludzi, którzy nie wyobrażają sobie życia bez wchodzenia na coraz większe góry coraz trudniejszymi trasami. Staram się ich zrozumieć, ale wciąż jestem przekonany, że cena jest za wysoka. Oby tym razem nie była to jednak cena najwyższa.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 12

Dodaj komentarz »
  1. zgadzam się z autorem cena za to wariactwo jest za wysoka, i jeszcze podatnik się dołoży…

  2. „Od śmierci w dolinach zachowaj nas, Panie”

    Autor tego powiedzenia również został w górach na zawsze.

  3. Nigdy nie zrozumiem tych ludzi. Najpierw zachwyt, oszołomienie planowaną wyprawą i opracowywanie „strategii”, a potem (jakże często) dramat. Na własne życzenie. Po cholerę tam leźli? Dlaczego ma to mnie obchodzić?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Jaki to ma sens?

  6. Jakie czasy, tacy i gieroje.

  7. Zadaje Pan sobie właściwe pytanie, an które 99,9% populacji odpowiada sobie właśnie tak jak Pan. Himalaiści to ten promil populacji, który wgryza się w temat wspinaczki wysokogórskiej i stwierdza, że doświadczenie redukuje ich osobiste ryzyko, a przeżycia wspinaczki są warte podjęcia tego ryzyka. Sportem wyczynowym zajmuje się wąska grupa ludzi i możemy tylko trzymać kciuki, żeby ich przygoda skończyła się bezpiecznie, bo żaden sport wyczynowy nie jest dobry dla zdrowia.

  8. Elisabeth Revol uchodzi za twardą opanowaną osobę, która zawsze wie, kiedy przeć do przodu a kiedy sie wycofać.
    Gwoli ścisłości kasa pochodzi głównie ze zbiórki na portalu crowfunding express. Podają, że 2.268 osób wpłaciło w ciagu 6 godzin 56.000 EUR. Kampanię zorganizowała Masha Gordon, przyjaciółka Elisabeth Revol.
    Prognozy są niestety fatalne: znany router meteo Yannick Giezendanner przewiduje „5 dni burze śnieżne i wiatr do 120 km/h”.

  9. Zadawać pytanie „po co?” największe, chociaż ne jedyne prawo mają rodziny himalaistów.
    Im zatem zostawiam tą, większą w moim pojęciu część tytułu do kwestionowania takiego narażania ludzkiego życia.

    Sobie zostawiając pytanie o forsę.

    Jak to się dzieje, że w polskich szpitalach w tym samym czasie umrze ileśtam osób, zwykłych, szarych polskich obywateli, dla których w ostatnim i krytycznym momencie życia polski MSZ (ani żadne inne ministerstwo) nie znalazł 50 tys. dolarów na niezbędne im leki czy zabiegi?

    Dlaczego ratowanie życia himalaisty było, a szarego Kowalskiego nie było warte tych nagle wytrzaśniętych 50 tys. dolarów?

    Że niby himalaista „by rozsławił”?
    A Kowalski nie?

    Ciekaw jestem czy ktoś kiedykolwiek zrobił na tzw. „świecie” badania sprawdzajace jakim rodzajem sławy cieszy się Polska jako ojczyzna zdobywców himalajskich szczytów zimą?

    Czy „świat” umacnia się w przekonaniu, że Polacy to „skrajnie nieodpowiedzialni ryzykanci”? „Kretyńsko odważni straceńcy”?

    Czy zależy nam na takim obrazie Polski i Polaków?

  10. Pomijam sprawę włażenia „gdzie diabeł nie może”, bo nie rozumiem takiego ryzykanctwa i „rozgłosu”.
    Ale ci którzy umożliwili tą szaleńcza – i bardzo drogą ekspedycję – powinni się czuć winni takiego tragicznego zakończenia. Umożliwili to samobójstwo.
    PS. Wzywam polskich himalaistów do zdobycia Mt Everestu: zimą, bez tlenu, w klapkach i na golasa.

  11. Jak ktoś lubi, niech się wspina. Jak ma kondycję i takie hobby, jak najbardziej. Dwa ale:
    – jak ma rodzinę, to niech się zastanowi, czy ją zabezpieczył, na czas po swoim odejściu (upadku, zamarznięciu etc)?
    – niech to drogie hobby nie będzie opłacane przez całe społeczeństwo, bo przecież gdyby przyszło się składać dobrowolnie i indywidualnie na jakąkolwiek wyprawę, mniej by było chętnych by podzielić się częścią pensji.

  12. Sam wybrał sobie taką śmierć, niestety ale himalaiści muszą liczyć się z ryzykiem.

css.php