Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka

1.05.2019
środa

Caster Semenya przegrywa

1 maja 2019, środa,

Słynna lekkoatletka z RPA nie będzie startować w zawodach, jeżeli farmakologicznie nie obniży poziomu testosteronu w swoim organizmie.

Sportowy Trybunał Arbitrażowy 1 maja ogłosił rozstrzygnięcie odwołania Caster Semenyi od decyzji światowych władz lekkiej atletyki. Zgodnie z postanowieniem IAAF zawartość testosteronu nie może przekraczać pięciu nanomoli na litr krwi. Ten poziom w naturalny sposób jest dużo wyższy u mistrzyni w biegu na 800 m. Jest taki jak u mężczyzn. Trybunał zgodził się z decyzją władz IAAF, która, co ciekawe, dotyczy startujących w biegach na dystansach od 400 do mili włącznie. Za tydzień wchodzą w życie nowe przepisy. Można się jeszcze zwrócić do Strasburga, ale szanse na sukces Semenyi i osób w jej sytuacji nie są wielkie.

W tej sprawie nie ma i nie będzie całkowicie sprawiedliwego werdyktu. Semenya, jak sama mówi, jest jaka jest. Taką ją stworzyła natura. Nie korzysta z dopingu. Chce normalnie żyć, w tym uprawiać wyczynowo sport. Z drugiej strony każdy, kto widział na bieżni Afrykankę, musiał zauważyć, że typową kobietą nie jest. Ale co to znaczy być typową kobietą? Kilkadziesiąt lat temu specjalna komisja kazała nagim sportsmenkom paradować przed sobą i na tej podstawie oceniała płeć.

Dzisiaj metody są bardziej wyrafinowane. Pozwalają na stwierdzenie zaburzeń rozwoju seksualnego (Disorders of Sexual Development), z powodu których rośnie produkcja testosteronu, a co za tym idzie – następuje rozwój męskich cech fizycznych. I właśnie w takich przypadkach IAAF chciałaby, żeby zawodniczki farmakologicznie zbijały poziom testosteronu. Tylko że wtedy można w większości przypadków uprawiać sport dla przyjemności. Mówi się o tym, że Caster Semenya poddała się takiej kuracji przed igrzyskami w Londynie i choć dopuszczalny poziom nanomoli wynosił 10 (a więc dwukrotnie wyższy od dopuszczalnego dziś), to i tak jej wyniki były gorsze o dwie sekundy.

Żeby komplikacji było mało, to swoje dokłada polityka, oskarżenia o rasizm i homofobię. Dziesięć lat temu po pierwszym tytule mistrzyni świata Caster Semenyi od razu odezwały się głosy kwestionujące jej płeć. Oburzona była cała Afryka z Nelsonem Mandelą na czele. „Semenya jest czarną chłopczycą i lesbijką z RPA, co sprawia, że jest marginalną postacią w sporcie zdominowanym przez hetero, a historycznie przez białych Europejczyków, i kierującym się zasadą ścisłej segregacji płci oraz uprzedmiotowieniu kobiecego ciała. I to jest kluczowe dla tej historii – napisała była reprezentantka Nowej Zelandii na 800 m Madelaine Pape” (GW, 19 lutego 2019 r.). Ostro poszła Madelaine. Nie sądzę, żeby jej argumenty podzielała nasza Joanna Jóźwik i wiele jej koleżanek.

Jak sprawić, żeby konkurowanie na bieżniach było fair i nie powodowało poczucia krzywdy u takich osób jak Caster Semenya? Chyba nie ma dobrej odpowiedzi.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Nietypowo wysoki poziom testosteronu…
    A co zrobić z „nietypowo” długimi nogami itd.
    Jest sporo cech osobniczych, które mogą być korzystne w jednej, konkretnej dyscyplinie sportu.
    A może opracować model średniego (boję się użyć określenia „normalnego”) człowieka (mężczyzny, kobiety): wzrost, obwód tu i tam, poziom tego hormonu i drugiego i jak w skokach poprawki: testosteron zbyt duży: punkty ujemne, nogi krótsze: punkty dodatnie….
    Trochę to zwariowane

css.php