Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka

28.05.2016
sobota

Real ma puchar, Atletico oklaski

28 maja 2016, sobota,

To już jedenasty raz szaloną radość przeżywają kibice Realu. W mediolańskich derbach Madrytu puchar Ligi Mistrzów dla Królewskich.

Atletico nie przegrało, bo trudno nazwać porażką strzał w słupek w czwartym rzucie karnym Juanfrana. To był zaledwie mały błąd, no ale Real nawet takiego błędu nie popełnił. Sam przed sobą długo nie chciałem się przyznać, że kibicuję jednak drużynie wielkiego piłkarskiego zabijaki Diego Simeone. To Atletico, które – jak mówi się dzisiaj – jest jego autorskim projektem, mogło wracać do Hiszpanii z pucharem. Nikt nie miałby prawa mówić, że niesprawiedliwie.

Miotałem się ze swoim sympatiami, bo dobrze życzyłem trenerskiemu nowicjuszowi i wielkiemu piłkarzowi Zinedine Zidane’owi. Nie tylko umiejętności, ale i trochę szczęścia mu pomogło. Co prawda mistrzostwo Hiszpanii go ominęło, ale Liga Mistrzów to z powodzeniem zrekompensowała.

A jednak sprawiedliwiej byłoby chyba, żeby to Atletico triumfowało. Wiem, wiem, mówienie o sprawiedliwości jest sporą naiwnością. Zważywszy jednak, że w identycznym finale dwa lata temu Atletico zabrakło chwili do szczęścia, a w Mediolanie też przez długi czas byli lepsi, to być może mam prawo użyć takiego niemodnego sformułowania.

Sam mecz nie był porywającym widowiskiem. Można nawet przyczepiać się, że gol Realu został wciśnięty po niedużym, ale wyraźnym spalonym. Tak samo jak to nie Torres został skoszony na polu karnym, tylko on sam zagrał nieczysto. No ale Griezmann z Atletico wcelował w poprzeczkę, więc może nie ma o czym mówić. Do wyrównania na jeden do jednego nie można się przyczepić.

Moja sympatia do Atletico wyraźnie się wzmogła po aktorskich popisach niejakiego Pepe, który wił się na trawie, jakby nie wiedział, że dziesiątki kamer rejestrują każdy ułamek sekundy jego błazeństwa. Nic dziwnego, że sieć natychmiast ruszyła do komentowania. Najłagodniejszy był dureń. W dalszej części meczu Pepe starał się z całych sił potwierdzić, że w pełni zasłużył na wszystkie epitety.

Tak czy owak Atletico chyba na dłużej dołączyło do wielkiej hiszpańskiej dwójki. A i w Europie są jednym czterech, może pięciu zespołów, które co roku będą się bić o wszystko Lidze Mistrzów. W tym sezonie przekonała się o tym Barcelona, a zaraz po niej Bayern.

Po sobotnim finale kibice nie będą już niczym rozproszeni. Teraz liczy się tylko EURO. Niezły sezon. Swoją drogą ciekawe, czy ci Francuzi, Hiszpanie, Portugalczycy cierpiący w Mediolanie podczas dogrywki z powodu skurczy zdołają się w cudowny sposób zregenerować i hasać w najlepsze po boiskach we Francji.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Real ma jedenasty Puchar Mistrzów, a Atletico pozostaje ze srebrnymi medalami pocieszenia. Z przebiegu meczu trudno mi jednak uznać, że wygrał zespół lepszy, bo o dziwo dłuższymi momentami to Atletico dążyło do zagrożenia bramki rywala, zaś jego lokalni rywale czyhali na szybkie kontrataki. Porażka Atletico przypomniało mi nie tak dawne starania Valencii pod wodzą Hectora Cupera, która na początku XXI wieku sprawiła sporą niespodziankę, dwukrotnie dochodząc do finału LM. Najpierw wyraźnie przegrała z Realem (tu można doszukać się pewnego podobieństwa wyniku i gry Atletico w dogrywce finału sprzed dwóch lat), by w następnym roku zagrać dojrzalej, a przegrać dopiero po rzutach karnych z Bayernem (analogicznie do sobotniej porażki Atletico). Nie wiadomo jeszcze, czy Diego Simeone pozostanie w klubie na kolejny sezon, a tym samym trudno zakładać, czy ewentualna nowa postać na ławce Los Rojiblancos zdoła wyzwolić z piłkarzy tyle zaangażowania i ambicji, co charyzmatyczny i niepokorny Argentyńczyk. Miejmy nadzieję, że sytuacja klubu nie ulegnie zmianie, bo dzięki temu o wiele ciekawsza jest nie tylko Primera División, ale także europejskie puchary. Nie trzeba bowiem wydawać ogromnych milionów na wzmocnienia, by osiągać pożądane sukcesy. Temu właśnie piłkarze z Estadio Vicente Calderón zawdzięczają sympatię i uznanie kibiców – ciężka praca, zaangażowanie, ambitna walka i poświęcenie dla zespołu oraz coś, czego próżno szukać wśród innych czołowych drużyn we współczesnej piłce – w Atletico brak „żelusiów” 😉 Nawiązując zaś do zwycięskiego Zidane’a, daleko mi do uznania go za wybitnego stratega i taktyka, który nada Realowi charakterystyczne oblicze, jakim swoich kibiców uraczyła Barcelona Guardioli, czy właśnie Atletico Simeone. Co prawda w swoim pierwszym, a przecież niepełnym sezonie Zidane zapisał się złotymi zgłoskami w historii Realu, jednak uważam, że prawdziwym sprawdzianem dla jego umiejętności trenerskich będą dopiero kolejne sezony. Mam bowiem wrażenie, że w porównaniu do Rafy Beniteza Zizou stanowi dla piłkarzy Królewskich kolegę i idola, który nie nakłada sztywnych zasad i pozwala grać na miarę ich indywidualnych możliwości. Tym samym przy łucie szczęścia można osiągnąć oczekiwany sukces, jednak w dłuższej perspektywie może się on okazać szczytem możliwości. Wystarczy bowiem spojrzeć na zmiany dokonane w trakcie meczu finałowego przez Francuza, by dostrzec jak wiele jeszcze musi nabrać doświadczenia i umiejętności w sprawowanej przez siebie roli.

    Pozdrawiam.

css.php