Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka

6.08.2012
poniedziałek

Plaża w Londynie

6 sierpnia 2012, poniedziałek,

Wpadłem w jakieś londyńskie odrętwienie. Tylko na chwilę wyrwali mnie z niego Tomasz Majewski i Adrian Zieliński. W poniedziałkowy wieczór liczyłem na przypływ entuzjazmu. Wszyscy wybitni specjaliści zawiesili już przecież złoty medal na szyi naszego ciężarowca Marcina Dołęgi. Władysław Kozakiewicz przepowiadał piękny konkurs naszej tyczkarce Annie Rogowskiej.

No i co ? i nic. Trzecie miejsca zapaśnika Damiana Janikowskiego i ciężarowca Bartłomieja Bonka nie były skutecznymi antydepresantami.  Wcześniej na plaży w sąsiedztwie Downing Street nasi siatkarze powalczyli o półfinał, ale niespodzianki nie było. A już chciałem poważniej potraktować to uganianie się za piłką  po piasku , które trochę mnie jednak śmieszy jako poważna olimpijska dyscyplina. Zrobiłbym to z  przekonaniem, bo oglądanie naszych „prawdziwych” siatkarzy jest coraz bardziej frustrujące. Mam przed sobą magazyn „Przeglądu Sportowego” sprzed tygodnia. Na okładce napis : Złoci chłopcy. W  kółkach olimpijskich twarze Huberta Wagnera i jego ekipy, a także Andrei Anastasiego ze swoimi asami. Skromne, ale wymowne. Rozsądek opuścił nie tylko pomysłodawcę  tej  dość kiczowatej okładki. Zaćmienie dotknęło prawie wszystkich dziennikarzy. Bułgarskie lanie nie wszystkich otrzeźwiło. No to Australijczycy dołożyli swoje baty. Może jednak nie wszystko stracone ?

To co najbardziej dołuje , to styl, w jakim rozstają się nasi reprezentanci z igrzyskami. Taka na przykład biegaczka Pliś w eliminacjach biegu na 1500 – ostatnie miejsce. Płotkarka Anna Jesień też raczej się nie popisała. Sprinterzy – tak samo. Nasza reprezentantka w maratonie przybiegła na 36 miejscu. Na mecie zadowolona zwierzyła się ze swej satysfakcji. Stanęła na starcie i dotarła do mety. Serdeczne gratulacje. A to tylko kilka przykładów lekkoatletycznych. Tę listę można by wydłużać i rozszerzać o wiele innych dyscyplin. Może i uzbieramy przez następnych kilka dni jeszcze kilka miejsc na podium. Granica kompromitacji przebiega gdzieś w okolicach dziesięciu medali. Dzisiaj już wiadomo, że jak to określił Szymon Ziółkowski oceniając swój start, szału nie będzie. A skąd to się wszystko bierze ?

Wszystko przez ten dobrobyt. Jakub Nowy (wpis z 1 sierpnia) ma rację, że dostatnim życiem tłumaczy brak jakichkolwiek sukcesów w Londynie. Musi być człowiekiem doświadczonym. Przecież w dawnych czasach, gdy osiągnięcia mieliśmy  prawie wyłącznie sportowe, właśnie społecznym dostatkiem tłumaczyliśmy sobie brak pazerności na medale obywateli  wielu państw  Zachodu. Najedzeni, a więc leniwi.

Tłumaczenie trochę uproszczone, ale jednak, przyznają Państwo, coś w nim jest. No i takie w gruncie rzeczy optymistyczne. To my teraz, syci mieszkańcy zielonej wyspy nie musimy traktować ściagania się  na stadionach jako jedynej życiowej szansy. Poprzeczka z napisem dobrobyt zawieszona co prawda niezbyt wysoko, ale co tam.

Czasami nachodzi mnie natrętna myśl, że niektórzy nasi mistrzowie potraktowali Londyn jako okazję do podtrzymania swojej marketingowej pozycji. Weźmy takie na przykład tancerki z gwiazdami. Na czym na przykład opierała swoje nadzieje dawna mistrzyni Otylia Jędrzejczak ? Na pewno nie na wynikach. Już Pekin nie był jej igrzyskami. Sylwia Gruchała też podobno była w życiowej formie, ale  na planszy nie dała po sobie poznać, że jest aż taka świetna. Boję się, że inna tancerka Monika Pyrek przyjechała też raczej za zasługi. Anna Rogowska zachowywała się w finale jak nowicjuszka. Szkoda. Dziewczynom nikt nie odbierze ich dawnych przewag, ale ostatnie wrażenie też się liczy. Do tego Otylia Jędrzejczak po ochłonięciu mówi o dalszym wyczynowym pływaniu.  Wygląda na to, że Kapri za wcześnie pochwalił Otylię za deklarację o zakończeniu treningów.

I jak tu mieć dobry nastrój  ?

 

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Marcin Dołęga to niesamowicie silny sztangista, murowany kandydat do złota. Spalił wszystko. Artur Noga to najzdolniejszy płotkarz. Nie dobiegł do pierwszego płotka. Może to jednak nie tylko dobrobyt jest winien naszych porażek. Zapóźnienie cywilizacyjne też. W konfrontacji przodującej amerykańskiej farmakologii z tradycyjną chińską medycyną nasze sztuczne wspomaganie nie zawsze da się ukryć i zawodnicy sami nie chcą dawać powodu, by stawać do kontroli antydopingowej. Bo jak inaczej to wytłumaczyć. Kaleki pojechały na igrzyska?

  2. Zgoda panie Krzysztofie, choć jeśli chodzi o sztangistę Dołęgę to ja winię jego trenerów za dzisiaj i za Pekin, ponieważ fatalnie „rozegrali” przeciwników. To nie jest przypadek pretendentki do medalu w tenisie, która sama zdecydowała, że medal olimpijski jej się nie opłaca (ciekawe dlaczego jej przeciwniczki tak nie pomyślały?).
    Wiadomo już teraz, że „prawdziwi” siatkarze (w odróżnieniu od tych z plaży) nie potrafili wykrzesać z siebie ducha walki. Na każdym meczy zastanawiałem się, czy oni na pewno wiedzą gdzie się znajdują. I nie chodzi mi tu wcale o mecze przegrane, ponieważ na każdym meczu robili wrażenie jakichś otępiałych, bez woli walki. Przegrać trzy sety różnicą 2 punktów nie wstyd, ale różnicą 8 !!!!??? Toż to jest druga liga.
    Dobra pal to licho, bo akurat siatkarze i Dołęga nie przestaną być czołówką w uprawianych przez nich dyscyplinach, po prostu zawalili ich opiekunowie przed i w trakcie zawodów.
    Pyta pan, czy młodym się nie chce, bo są już syci? To jakiś żart? Po pierwsze młodzieży z ubogich rodzin nie jest mniej niż za minionego ustroju i sport mógłby być dla nich ścieżką awansu, ale nie ma im kto kupić podstawowego zestawu do treningu, który kosztuje na początek kilkaset złotych i co roku rośnie. Stać na to średnio zamożnych, którzy posyłają dzieci do różnych sekcji sportowych, ale nie po to, żeby byli z nich przyszli mistrzowie olimpijscy, oni mają tam mieć wypełniony czas pomiędzy nauką w szkole do gimnazjum, bo w liceum kończą przygodę ze sportem.
    Po drugie, stan fizyczny młodego pokolenia w Polsce jest fatalny, gimnazjaliści mają takie zdrowie i kondycję jak 60 latkowie (raport POLITYKI).
    W zeszłym roku odwiedził nas kuzyn z Australii i prezentował nagranie z zawodów (dwie córki nastolatki są lekkoatletkami) międzyszkolnych mieściny w której mieszka. Byłem zdruzgotany, ponieważ coś takiego można w Polsce zobaczyć na zawodach rangi międzynarodowej. Nie chodzi mi tu o to, że zaraz będą oni mieli grad medali na olimpiadach, ale o traktowanie sportu na serio i zdrowia społeczeństwa.
    Pozdrawiam

  3. Doskrobię jeszcze jedno, bo mi się akurat przypomniało w związku z siatkówką plażową. Niedaleko mojego domu na niewielkim osiedlu urządzono kilka lat temu dużą piaskownicę do gry w siatkówkę i wyobraź pan sobie gospodarzu, że grali tam wyłącznie dorośli, bo sytym nastolatkom się chyba nie chciało. Dzisiaj rosną tam już chwasty, starsi są jeszcze starsi, a młodzi jeszcze bardziej schorowani!
    Przy jednym z liceów wybudowano przepiękne boisko do piłki nożnej (Orlik), przy nim boisko do siatkówki, wokół bieżnia, skocznia w dal i kontenerowe szatnie z prysznicami. Kto tam gra? Tak się składa, ze co tam przejeżdżam na rowerze, to widzę zawodników w zaawansowanym wieku. Nawet się tym zainteresowałem i zapytałem o to człowieka, który tam pracuje: wzruszył tylko ramionami i machnął znacząco ręką.

  4. Nie ma co osądzać, raz jest lepiej raz jest gorzej. Zawodnicy czy zawodniczki mogą być w formie na imprezach małego splendoru, natomiast akurat na „grubszych” zawodach forma może opaść… niestety.

css.php