Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

19.03.2017
niedziela

I Kwiatkowski, i Stoch

19 marca 2017, niedziela,

Nie wiem, który sukces jest wartościowszy. Czy zwycięstwo Michała Kwiatkowskiego w superklasyku kolarskim Mediolan-San Remo? Czy może imponujące loty Kamila Stocha na zakończenie cyklu Raw Air w Norwegii? Dobrze jest mieć taki problem.

Po mistrzostwie świata sprzed kilku lat wydawało się, że przed Polakiem pasmo wielkich triumfów. Tak się jednak nie stało. Fachowcy uspokajali: obejrzymy jeszcze wielkiego Kwiatkowskiego. I mieli rację. Kto nie widział finiszu w San Remo, niech żałuje. Ćwierć koła przed największym ostatnio mistrzem Peterem Saganem i jest wreszcie pierwsze miejsce w zawodach nazywanych wiosennymi mistrzostwami świata i porównywanych do Wielkiego Szlema w tenisie.

Kilka dni temu zastanawiałem się, czy nasi skoczkowie wzbiją się jeszcze do wysokich lotów na koniec sezonu. Uważałem, na wszelki wypadek, że trzeba się cieszyć z dotychczasowych osiągnięć. Przecież jest z czego. Podpowiadał to rozsądek po początkach maratonu na norweskich obiektach. Tymczasem najpierw nasza drużyna omal nie zajęła pierwszego miejsca na mamucim stadionie w Vikersund, a na koniec Kamil Stoch po raz siódmy nie miał sobie równych w zawodach o Puchar Świata.

Przez jakiś czas Kamil borykał się z dziwnie skręconą sylwetką po wybiciu się do lotu. Podobno winny były zbyt elastyczne podeszwy w butach. Mistrz z Zębu dostał twardsze obuwie i jego loty wróciły na właściwe tory. Nie wiem, czy to prawda, ale ładnie brzmi.

Teraz Kamil Stoch ma zaledwie 31 punktów mniej niż Stefan Kraft w Pucharze Świata. Zostały jeszcze dwa konkursy indywidualne w Planicy. Chwilę temu wydawało się, że Kraft lata wyłącznie po najwyższe miejsce na podium. Dzisiaj już takiej pewności nie ma. Na pewno Polak podniósł ciśnienie Austriakowi. Pouczający jest los Andreasa Wellingera, który po pierwszej kolejce niedzielnego konkursu był liderem, a skończył kilkanaście miejsc niżej.

I jeszcze jedna dobra wiadomość z Norwegii – drugie miejsce zajął Noriaki Kasai. Dwadzieścia pięć lat po tym jak 20-letni wówczas Japończyk został mistrzem świata w lotach.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php