Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka

19.04.2015
niedziela

Żużlowa katastrofa, kolarska euforia

19 kwietnia 2015, niedziela,

Co za weekend. Żużlowa katastrofa na Narodowym. Tenisowy dramat Polek w pięciu aktach bez szczęśliwego zakończenia. Męczarnie hokeistów z Włochami na drugoligowych mistrzostwach świata w Krakowie.

To szklanka do połowy pusta. Drugą połowę w dużej części wypełnił Michał Kwiatkowski, a także piłkarze ręczni z Kielc, którzy zagrają w najlepszej europejskiej czwórce. Może jeszcze bokser Fonfara, który zamęczył przeciwnika i teraz może nawet pobije się o jakiś ważny tytuł.

Podobno jakieś klątwy ciążą na kolarzach w tęczowych koszulkach. Nasz mistrz Michał Kwiatkowski na szczęście nie przejął się tym gadaniem i pokazał, że nie z powodu zbiegu okoliczności światowym mistrzem został. Z powodu braku oszałamiających sukcesów rodaków oraz dopingowego swądu unoszącego się przez wiele nad peletonem utraciłem w sobie głębsze zaciekawienie tą dyscypliną. Z tamtych czasów zostały jeszcze głęboko zaległe obawy o to, czy pewnego dnia Kwiatkowski albo Majka nie zaczną mieć kłopotów. A kysz złe myśli!

Wygrana Polaka w jednym z najbardziej klasycznych klasyków w Holandii daje nam wszystkim pewność, że Kwiatkowski wielkim rowerzystą jest. Jeszcze raz okazało się, że nie wystarczy być świetnym w ogóle, trzeba jeszcze dostać nominację na lidera grupy i umieć korzystać z pomocy kolegów.

Kwiatkowski nie przejął się gadkami o klątwie, ale warszawiacy powinni chyba w nią uwierzyć. Sobotnie Grand Prix i pożegnanie Tomasza Golloba w jednym było bolesnym zdarzeniem. Od kilkudziesięciu lat co jakiś czas ktoś wpada na pomysł uruchomienia żużlowego sportu w stolicy. Ale tego sportu w tym mieście nie ma sensu organizować. W sobotę przekonało się o tym 50 tysięcy ludzi, którzy przyszli na Stadion Narodowy. Gościnne występy żużlowców skończyły się gorzej niż źle.

Co z tego, że za budowę toru na jeden wieczór zabrali się nie Polacy, a Duńczycy pod kierunkiem nie byle kogo, bo Ole Olsena? I tak w świat poszła wiadomość, że na najważniejszym polskim stadionie doszło do kompromitacji. Wyboisty tor, po którym bali się jeździć ludzie, którzy raczej rzadko się boją – to jedno. Drugie to brak zapasowej taśmy startowej (lub części do niej). I ta obsuwa nie da się chyba wytłumaczyć specyficznym mikroklimatem niecki stadionu.

W tej skomplikowanej sytuacji chyba nikogo nie zdziwi, że pod koniec weekendu targają mną sprzeczne uczucia.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Niestety jak zwykle okaże się, że odpowiedzialnych nie ma za tę wtopę.

  2. Panie Michale, gratulacje!

  3. w danii nikt sie o tym slowem nie zajaknal.

css.php