Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka

12.04.2018
czwartek

To była Liga Mistrzów!

12 kwietnia 2018, czwartek,

Z futbolem nie jest źle, skoro można było przeżyć takie ćwierćfinały Ligi Mistrzów. Karty były rozdane. Do jednej drugiej finału na luzie miała wejść Barcelona razem z Realem i Bayernem. Czyli nudy. Tylko z czwartą ekipą kibice mieli zagwozdkę. Niby trzy do zera Liverpoolu nad pewnym mistrzem Anglii Manchesterem City to sporo, ale z drugiej strony Pepa Guardioli i jego pomysłów nie można nigdy lekceważyć.

Jednak – używając ulubionego zwrotu różnych portali – coś poszło nie tak. Zlekceważyłem zupełnie rewanż Romy z Barceloną i skupiłem się na angielskim ćwierćfinale. Było ciekawie, momentami bardzo, ale trzeba było włączyć obrazki z Rzymu, bo tam było jeszcze ciekawiej. Moja wiara w nieprzewidywalność piłki nie była widocznie dostateczna i zostałem ukarany.

Sympatyzuję z Barceloną od lat, choć nie na tyle, żeby zasypiać i budzić się z Lionelem Messim na ustach. Dlatego mogę zwierzyć się bez specjalnych wyrzutów sumienia, że Roma sprawiła mi dużą radość, skutecznie stawiając się magikom z Katalonii. Od jeden do czterech do trzy do zera to jest coś. Roma zamiast dziękować losowi i UEFA za ćwierćfinał, bezczelnie pokazała światu, że nawet Messi, Suarez, Iniesta, Pique i ich koledzy mogą zebrać tak spektakularne baty. Pewnie nikt nie zwraca teraz uwagi na to, że rzymska drużyna przeżywająca teraz euforię za chwilę może popaść w kłopoty, bo w lidze nie zajmuje jeszcze miejsca dającego prawo do następnego sezonu w LM.

Wracając do Anglii, Juergen Klopp dzięki Bogu albo Allahowi ma Salaha i jego Liverpool zaczyna wspinać się tak wysoko jak przed laty Borussia z Dortmundu. Trzy do zera i dwa do jednego z zespołem samego Guardioli robi wrażenie. Tylko męczy mnie cały czas pytanie z cyklu: co by było gdyby. Gdyby we wtorek sędzia zrobił to, co powinien, czyli odgwizdał drugiego gola dla City tuż przed przerwą i byłoby dwa do zera, to po niej Katalończyk nie wylądowałby karnie na trybunach i do odrobienia strat brakowałoby tylko jednego skutecznego kopnięcia do bramki.

I gdy już się wydawało, że środowe mecze będą miały kontrolowany przebieg, Juventus postanowił pójść drogą Romy i przeprowadzić mission impossible. I udawało się niemal do końca. Trzy gole dawały przecież dogrywkę. Karny w ostatniej chwili uratował Real. Na miejscu sędziego Michaela Olivera na lata wykreśliłbym Włochy ze swoich planów podróży. I to niezależnie od tego, czy karny się Hiszpanom należał czy nie.

Najnudniej było w Monachium. Gdyby nie podbite oko i lęki polskiego kibica o zdrowie Roberta Lewandowskiego, nie byłoby co wspominać. Ciekawe, czy z tej nudy nie weźmie się puchar Ligi Mistrzów dla Bawarczyków.

Tak czy owak dobrze, że można jeszcze liczyć na niespodzianki w futbolu. Jest po co siadać na stadionie czy przed telewizorem. Europejski futbol po ostatnich wydarzeniach stał się ciekawszy.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Canal+ dołączył do poziomu sędziego i nie powinien więcej transmitować Ligi Mistrzów. W 89 meczy Realu, przełączyli właśnie na ten byle jaki bez wyrazy mecz Bayernu, gdy w tym pierwszym ważyły się losy awansu, transmitowano mecz już rozstrzygnięty. Kto wymyślił taki sposób transmisji, nie dosyć, że na jednym kanale mecz Bayernu leciał ciągle, był powtarzany z godzinnym opóźnieniem, a mecz Realu ciągle przerywano. Tylko idiota mógł to coś takiego wymyślić. W czasie takiej transmisji wyłączyłem w końcu telewizor bo dalej się nie dało tego oglądać, postanowiłem, że nie będę oglądał dogrywki, bo na to się zanosił. Choć stało się inaczej, to wcale nie żałuję swojej decyzji. Ogłupienie władz różnych telewizji nie zna granic.

  2. Urok piłki tkwi iw niespodziankach ! I dużych pieniądzach ! I nieporadności sędziów

css.php