Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka

28.02.2017
wtorek

Podium za wysokie dla Kowalczyk

28 lutego 2017, wtorek,

Patrzę dziś na Justynę Kowalczyk biegnącą na mistrzostwach w Lahti i mimo woli zadaję sobie uniwersalne pytanie: kiedy sportowiec powinien odejść? Prawdziwych osiągnięć nasza mistrzyni nie ma już od kilku sezonów.

Do Finlandii wraz ze swoim zespołem przyjechała ścigać się właściwie tylko na jednym dystansie. Dziesiątkę klasykiem wybrała jako konkurencję, w której może dobiec do podium. Nie dobiegła.

Marit Bjoergen jako młoda mama biega tak samo skutecznie jak przez wszystkie poprzednie zimy. Kowalczyk straciła do niej półtorej minuty, co dało 8-9 miejsce na mecie. Byłoby super, gdyby chociaż zbliżyła się do tej lokaty jakakolwiek inna Polka. Dla naszej multimedalistki super nie jest bez względu na to, co powie po zawodach.

Kiedyś napisałem, że Justyna Kowalczyk już niczego nie musi udowadniać. Mija zima za zimą i faktycznie w najważniejszych zawodach nie udowadnia. A jeśli już, to w zawodach słabiej obsadzonych, ewentualnie mniej popularnych (przynajmniej w Polsce) maratonach.

Jedno jest pewne. Zostało serce do katorżniczej pracy nawet wtedy, gdy męka na treningach nie jest wynagradzana na metach pucharowych i mistrzowskich wyścigów. Jeśli ta sytuacja będzie się utrwalać, to powoli w pamięci kibica zacierać się będą Kryształowe Kule, heroizm podczas Tour de Ski, kilkanaście medali olimpijskich i mistrzostw świata. Kibic zapamięta ostatecznie dość niezdarne zjazdy i odległe miejsca.

Nie wiem, czy warto. Bo przecież Justyna Kowalczyk nie jest dziewczyną, która z trudem podstawówkę skończyła i teraz, niczym Józef Łuszczek czy Wojciech Fortuna, przez całe życie będzie użalała się nad losem byłej mistrzyni. Doktoratu na piątkę nikt jej przecież nie podarował na piękne oczy. Do kieszeni nie zaglądam, ale o biedzie raczej nie może być mowy. Nie wierzę, że brakuje jej pomysłów na życie „po”. A może brakuje odwagi?

Marnym pocieszeniem jest to, że podobne dylematy ma wielu mistrzów. Nie każdy, jak Adam Małysz, postanowił odzwyczaić się od skoków w chwili triumfu. Jego koledzy Janne Ahonen, Simon Ammann czy nawet Noriaki Kasai męczą siebie i kibiców. Trwałe miejsce co najwyżej w trzeciej dziesiątce zawodów o Puchar Świata to przecież nie jest to, co chcemy kojarzyć z ich karierą.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Nie zgadzam się z tezami autora kwestionującymi zasadność startów bohaterki artykułu.
    Biega bo chce. Chce bo lubi albo z innych powodów. Póki to jej i jej sponsorom odpowiada, redaktorowi Matlakowi i nam – nic do tego!
    Oglądanie startów Ahonena, Ammanaa, Kasai – szczególnie dwóch ostatnich – nie jest dla mnie dyskomfortem. Szczególnie dotyczy to dwóch ostatnich.
    Idea Pierre de Coubertin’a (liczy się udział) nic już współcześnie nie znaczy? Szkoda, że pan Redaktor przykłada pióra do jej niszczenia…

  2. I jest to smutna prawda. Pani Justyno: dosyć! To robi się po prostu żałosne! Kiedyś moja, ponad 70 letnia poważnie chora siostra wraz z mężem utożsamiali się z Panią. Była Pani dla nich „naszą Justysią.” Byli dumni, podobnie jak setki tysięcy im podobnych przywiązanych do telewizora z Pani zwycięstw, nawet biegów przegranych ale po walce, z polskiego hymnu, biało- czerwonej flagi. Dla nich jest/była Pani wielka. I, taka powinna pozostać w pamięci kibiców. To się rozmienia na drobne. Jeszcze jest nadzieja, że może tym razem- i zawód. Po co?

  3. Zdecydowanie bardziej zgadzam się z Jerzym1949 niż z Panem Redaktorem i Mzakiem. To sportowiec powinien decydować, kiedy przejść na sportową emeryturę. Adam Małysz odszedł, gdy wciąż był w światowej czołówce – jego prawo. Ahonen, Amman i Kasai chcą kontynuować skakanie, choć najlepsze lata za nimi – ich prawo.
    Osobiście radziłbym Justynie, żeby dotrwała przynajmniej do przyszłorocznej olimpiady. Zdobędzie medal – super. Nie zdobędzie – tak jak Nicholson w słynnym filmie będzie mogła sobie powiedzieć: Przynajmniej próbowałam. Ale to moja opinia. Decyzja należy do niej. A bez względu na to, czy odnotuje jeszcze jakiś sportowy sukces czy nie – jest WIELKA.

  4. Kto przeprowadza testy antydopingowe na Norweżkach i Norwegach? Dlaczego zapadło milczenie w sprawie epidemii astmy w reprezentacjach Norwegii? Raz komentator TV wspomniał że Johaug nie bedzie broniła tytułu sprzed 2 lat/chyba na 10 km klasykiem/t bo jest zdyskwalifikowana za doping. Zaraz też dodał że juz wiecej nie bedzie o tym mówił. Przestraszył się? Redaktor Matlak też sie odwagą nie wykazał.

  5. Pozwolę się z Panem Redaktorem nie zgodzić. Uważam, że sportowiec powinien przestać trenować kiedy sport przestaje mu sprawiać frajdę. Nie widzę nic złego np w tym, że piłkarze po czterdziestce pogrywają sobie w różnych A-klasach. Tak i nie widzę nic złego w tym co robi JK. Pani Justyna kocha trenować, biegać, startować w zawodach, nadal łapie się do konkursów, dlaczego ma więc z tego rezygnować? Bo ktoś z krótką pamięcią wytknie jej brak sukcesów? Pani Justyna osiągnęła tyle, że może się teraz sportem bawić i dla mnie zawsze będzie wspaniałą mistrzynią, nawet jak zajmie ostatnie miejsce w biegu o gorącego kartofla.

css.php