Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka

8.08.2016
poniedziałek

Zapadnięte płuco Holenderki

8 sierpnia 2016, poniedziałek,

Na złamanie karku. Dosłownie. Tak jeździli kolarze i kolarki na trasie olimpijskiego wyścigu ze startu wspólnego. Złamane obojczyki i żebra, a także grzebień kości biodrowej.

No i jeszcze zapadnięte płuco (swoją drogą nie miałem pojęcia, że płuco może być zapadnięte). A są to tylko urazy trojga liderów, którzy w sobotę i niedzielę w wariackim tempie spieszyli się do medali, a wylądowali w szpitalu. Dotkliwych upadków było przecież więcej.

Te wypadki jeszcze raz zmuszają do zadania pytania o granice ryzyka w sporcie. Owszem, kibice lubią takie dramaty, szczególnie wtedy, gdy siedzą przed telewizorami. Zawodników rozgrzeszam. Adrenalina, medale na wyciągnięcie ręki podpowiadają, żeby nie odpuszczać, nawet jeżeli na licznikach jest ponad 80 kilometrów na godzinę. Rafałowi Majce się udało, bo się troszkę zawahał. Włoski mistrz Nibali i Kolumbijczyk Nehao być może nie mieli wątpliwości, a być może nie przyszło im do głowy, że nie warto ryzykować życia.

Długo będę widział Annemiek van Vlenten leżącą nieruchomo na skraju szosy w Rio. Ona sama w szpitalu rozpamiętywała głównie straconą szansę na złoto, a nie połamane kości. Wyczytałem, że w ubiegłym roku też dość skutecznie się połamała. A jednak gdy poczuła szansę, hamulce puściły. Dosłownie i w przenośni.

Tak jak zawodników można zrozumieć, tak organizatorów już nie. Trasa była piękna: Copacabana, Viste Chinese. Widoki zapierające dech w piersiach. Była też bardzo trudna. A skoro tak, to powinna być właściwie zabezpieczona. A nie była. Można wybaczyć usterki pomieszczeń w wiosce olimpijskiej. Można machnąć ręką na niedogodności komunikacyjne czy brak numeru startowego dla naszego asa, ale widok wysokich krawężników na karkołomnych zjazdach przyprawiał o gęsią skórkę. Podobno podczas rekonesansu kilka miesięcy temu była mowa o tym, ze betonowe bloczki trzeba usunąć albo czymś obłożyć.

Nie zrobiono nic. Prawdopodobnie w myśl nie tylko polskiej zasady: może się uda. I poniekąd się udało.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. Komentatorzy tego nie potwierdzili ani podczas wyścigu Pań, ani Panów, ale zastanawiam się czy przypadkiem naturalna w tamtym rejonie wysoka wilgotność nie spowodowała znacznego spadku przyczepności – mogła się zebrać złośliwie w sposób niewidoczny nawet dla wprawnego oka w takim tempie zjazdu, emocjach itp. W takich sytuacjach wystarczy najechać na linię farby oddzielającą pasy ruchu, żeby doszło do upadku. Nie wiem, czy tak było tym razem, ale pamiętny jest tego przykład na jednym z ostatnich etapów TdF, gdzie utracona na ułamek sekundy przyczepność po najechaniu właśnie na taki pasek farby spowodowała upadek jeden po drugim Frooma i własnie Nibalego… https://www.youtube.com/watch?v=CiRrViTGBu4

  2. Tak zwany „sport” jest coraz bardziej ryzykowny. Z prawdziwym sportem ma niewiele wspólnego.

  3. Sport to zdrowie, jak widac na tym i innych „obrazkach”.

    Pozdrawiam

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Kiedy w sporcie pojawily sie wielkie pieniadze wynaturzenia staly sie obowiazujaca norma. Jak to w kapitalizmie

  6. „hamulce puściły. Dosłownie i w przenośni.”
    No nie… a wręcz przeciwnie.
    Dosłownie to Holenderka fiknęła kozła przez przednie koło. ZANIM nawet dotknęła tego krawężnika. A więc zbyt mocno zahamowała przednim hamulcem, zapewne ze strachu przed krawężnikiem. Wcale się nie dziwię, ale ja przedni hamulec mam tak wyregulowany, aby mi się takie coś nie przydarzyło. Kilka razy w życiu leciałem przez przednie koło i więcej nie mam zamiaru.

  7. @ zza kałuży
    Annemiek za późno zauważyła zakręt, źle oceniła jego zakrzywienie. Najpierw użyła jednak hamulca tylnego, i tylne koło poszło bokiem, próbowała to skontrować i opanować, rower zrobił „żmijkę” i bardziej to było przyczyną salta, a nie hamowanie przednim kołem. Polecam filmy w sieci, dokładnie to widać. Faktycznie, działo się to jeszcze grubo przed krawężnikiem i w tym był pech, po tym locie w powietrzu upadła z wysoka właśnie na ten wystający krawężnik.
    Sorry, myślę, że porównywanie amatorskich doświadczeń ze sportem wyczynowym nie ma sensu. Dziewczyny na tym zjeździe osiągały ponad 80 km/h, amatorzy w takich warunkach rzadko się rozpędzają do takich prędkości.
    Ciekawe natomiast było na tej trasie to, że w wyścigu mężczyzn było chyba z 20 przypadków spadania łańcucha na odcinku brukowym. Wygląda na to, że serwis u wielu zawodników się nie spisał. A wystarczyło zmienić tylne przerzutki, są takie wersje, np. specjalne na klasyk Paris-Roubaix. W wyścigu pań już było tych przypadków mniej, co jest oczywiste – wyciągnięto wnioski.

css.php