Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka

21.02.2016
niedziela

Stoch i Kruczek – niech to się skończy

21 lutego 2016, niedziela,

Jak musi się czuć mistrz olimpijski i mistrz świata w skokach, który pakuje narty po eliminacjach do kolejnych zawodów o Puchar Świata?

Jak musi się czuć jego trener, który tuż przed sezonem ogłasza dziennikarzom, że jest o wyniki spokojny jak nigdy? Kamil Stoch i Łukasz Kruczek.

Od wielu tygodni co najmniej kilka razy przymierzałem się do napisania o polskich skokach na nartach. Za każdym razem odwlekałem ten moment z nadzieją, że w podczas kolejnego weekendu Peter Prevc znajdzie wreszcie godnych siebie rywali z naszego kraju. Niby odtrąbiono wielki powrót do formy po konkursach w Zakopanem, ale powszechny optymizm wynikał raczej z chciejstwa niż wyników na Wielkiej Krokwi. Owszem, było o niebo lepiej niż wcześniej, ale o podium można było tylko pomarzyć.

A później znów – z małymi wyjątkami – jakby próbowali rozpędzać narty na papierze ściernym. Maciej Kot ma pretensje, że polskie skoki ocenia się przez niedoloty Stocha, a kilku chłopaków uzbierało już więcej pucharowych punktów niż w zeszłym roku. W tym on sam. Tyle tylko, że ubiegły sezon był dla Kota beznadziejny, a ten jest tylko zły. Więc jest – jak mówią znawcy – progres.

Kamil Stoch – dla mnie wzór mistrza. Utalentowany, inteligentny, świadomy tego, co robi. Łukasz Kruczek – swego czasu bardzo niedoceniany. Nie wiem, skąd miał wystarczającą odporność na kategoryczne żądania dymisji po każdym niepowodzeniu. Pewnie był silny wiarą w sensowność swojej pracy i zaufaniem chłopaków, którym przewodził. Później po medalach, których nie ma, żaden inny opiekun kadry nie stracił gruntu pod nogami. Był taki jak zawsze. Wydawało się, że bliski jest czas polskiej dominacji w zimowym skakaniu na nartach.

Obaj, wydawało się, stworzeni do znaczących osiągnięć przez następnych kilka lat. Tymczasem tygodnie i miesiące mijają, do końca sezonu bliżej niż dalej, a o jakimkolwiek podium można tylko pomarzyć. Dziś już wiadomo, że trenera Kruczek za rok nie będzie machał chorągiewką na rozbiegu. Chyba nie ma innego wyjścia.

Siedząc w fotelu przed telewizorem, można mieć mnóstwo bardzo przenikliwych, uzdrawiających skoki Stocha i kolegów uwag. Prawda jest taka, że nie wiadomo nic. Żal mistrza Stocha i jego wychowawcy, ale nie ma żadnej pewności, że karta się odwróci. Może lepiej, żeby ten sezon jak najszybciej się skończył?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Stoch pomału kończy zabawę w skoki i bierze się do poważnych spraw. Buduje dom, pewnie myśli o powiększeniu rodziny, ma już swoje lata.

  2. A może po prostu Kamil boi się (świadomie czy też nie) skakać po swych upadkach w poprzednim sezonie? Może nie ma on już motywacji do skakania? Ale co będzie on robić? Zostanie trenerem jak Jacek Gmoch? Biznesmenem jak wielu znanych sportowców (ale przypominam, że na ogół nie odnosili oni większych sukcesów w biznesie)? Kierowcą rajdowym jak Adam Małysz? Politykiem jak Szymon Ziółkowski? Działaczem olimpijskim jak Irena Szewińska czy też Sebastian Coe? Może dziennikarzem sportowym jak Robert Korzeniowski? Raczej nie widzę go już bowiem na skoczni…

  3. Wydaje mi się, że obaj blogowicze mają rację.

    Wystarczy spojrzeć na zaokrągloną buźkę Stocha (nie ujmując mu przymiotów, które przytacza Redaktor) żeby skonstatować, że sportowa motywacja rozmyła się
    w drobnych działaniach przy organizacji ogniska domowego.

    W przypadku Stocha mamy do czynienia z podobnym kryzysem jak u Agnieszki Radwańskiej, która z całym cynizmem unikała solidniejszych treningów i przebudowy stylu gry (także obecnie jej uderzenia nie mają odpowiedniej dynamiki pozwalającej rokować sukcesy w poważniejszych turniejach).
    Dopiero, paradoksalnie, kompromitacja jej współpracy z Navratilową i możliwe negatywne oceny w środowisku tenisowym wyzwoliły w niej korzystną mobilizację.
    Stoch jednak dotychczas, poza drobnymi wyskokami (na ogół z kolegami) nie uchylał się od rzetelnej pracy na treningach.
    Jednak, gdy kilka miesięcy temu przeczytałem jego wypowiedź, że skakanie jest głupie, to pomyślałem sobie, że to może być początek końca.

  4. Drogi Panie redaktorze – człowiek to nie jest maszyna (a nawet maszyna potrafi się zepsuć). Stoch już zrobił swoje i ma prawo, jak każdy, nie być w formie.

  5. Dowiedziałem się kiedyś, że dopiero ok 26 roku życia uaktywniają się w mózgu człowieka obszary odpowiedzialne za umiejętność przewidywania. Stąd np. wyższe stawki ubezpieczeń dla młodych kierowców bo są bardziej skłonni do ryzykownych zachowań gdyz trudno im przewidzieć ich skutki .
    Jak sobie przypomnę, co wyprawiałem jako dzieciak to sam się dziwie, ze dożyłem swych lat.
    Widać u Kamila ten ośrodek w mózgu się uaktywnił i dotarło do niego jakie mogą być skutki wypadku w czasie skoku i zwyczajnie zaczął się bać.

css.php