Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka

19.01.2016
wtorek

Samotność Radwańskiej

19 stycznia 2016, wtorek,

Pierwsze piłki w Melbourne oznaczają dla kibiców tenisa prawdziwy początek roku. Dla Polaków obchody nowego tenisowego roku wyglądają skromniutko.

Australijski szlem jeszcze się na dobre nie zaczął, a już by się skończył, gdyby nie Agnieszka Radwańska. Szybko to poszło. Pierwsza runda okazała się nie do przebrnięcia dla Magdy Linette, Urszuli Radwańskiej i Jerzego Janowicza. I co tu dużo mówić – można się było tego spodziewać. Z tej trójki na umiarkowanie wznoszącej linii jest przecież tylko Linette.

Polki wypadły z turniejowej drabinki w dobrym towarzystwie Venus Williams, Simony Halep czy Karoliny Woźniackiej. Janowicz może sobie poprawić humor, bo Rafael Nadal też się w tych zawodach nie nabiega po kortach. Kto chce, może się pocieszać. Ja, dziękuję – nie.

Dzięki Agnieszce Radwańskiej do kibicowania Australian Open możemy wnieść modny przecież wątek patriotyczny. Są jeszcze deble i miksty. Są juniorzy. Ale nie oszukujmy się: naprawdę liczą się tylko osiągnięcia singlowe.

Na fali euforii związanej z triumfalnym dla Polki Masters znów rozhuśtały się nadzieje na wielkoszlemowy tytuł. Od długiego już czasu nie czekam na takie zwycięstwo, a już na pewno nie domagam się tego. Gdyby, jak w wioślarstwie, rozgrywane były zawody w wadze lekkiej, Radwańska byłaby niemal nie do pokonania. Ale w tenisie wagi lekkiej nie ma i nie będzie.

Jestem natomiast bardzo ciekaw, jak największy sukces w dziesięcioletniej zawodowej karierze wpłynie na polską mistrzynię. W swoich ulubionych Chinach zaliczyła co prawda zwycięstwo w Shenzen, ale na wielką próbę nie była wystawiona. Może i dobrze. Później z powodu cięższej lub lżejszej kontuzji odpuściła kolejny turniej już w Australii. Oby trochę inna niż zwykle droga do Melbourne przyniosła sukces.

A co byłoby tym sukcesem dla mnie? Na przykład półfinał i na przykład zacięty pojedynek Sereną Williams, podobny do tego w finale Wimbledonu.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. „Ale w tenisie wagi lekkiej nie ma i nie będzie.”
    A skąd to wiadomo?
    Nie znam historii różnych dyscyplin sportowych ale kto jak nie dziennikarz sportowy powinien przy okazji pisania tak zdecydowanych twierdzeń chociaż się zająknąć jak to było z tymi kategoriami w innych dyscyplinach?

  2. Od pieca.
    Niegdyś narciarz, oglądam relacje na żywo z konkurencji alpejskich serwowane w Eurosport.
    Zjazdy w St Caterina a zwłaszcza na Streife w Kutzbuhel,z licznymi ofiarami ,podziwianymi przez śmietankę „przemysłu grozy” ..B.Ecclestone,Lauda und Szwarcenegger ,wskazują,dla mnie ,że to już nawet nie jest sport wyczynowy.Śmietanka grozy w symbiozie ze śmietanką TV buduje fortuny na wynaturzonej postaci ,dawniej sportu,a dzisiaj gladiatorstwa.Trup ma się ścielic gęsto.
    Radwańska,przynajmniej,nie działa w bezpośrednim zagrożeniu życia.
    Na razie.

css.php