Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka

7.07.2013
niedziela

Nie zwariować po Wimbledonie

7 lipca 2013, niedziela,

Gdyby przed tegorocznym Wimbledonem jakiś tenisowy prorok ogłosił, że będziemy mieli reprezentantów w półfinałach obu singli, to raczej nie potraktowałbym tej przepowiedni poważnie. Gdy to się stało, zamiast skakać z radości, kombinuję sobie, że przecież mogło być jeszcze lepiej. Im jednak więcej czasu upłynie od ostatniej zwycięskiej piłki Andy’ego Murraya w finale , tym poczucie sukcesu będzie większe. I nie chodzi mi tylko o Jerzego Janowicza, czy tym bardziej Łukasza Kubota.Na start Agnieszki Radwańskiej czekałem ze sporymi obawami. Moja wiara w powtórzenie ubiegłorocznego finału nie była zbyt mocna. Tymczasem tak niewiele brakowało, aby Polka sięgnęła po mistrzowski tytuł. To prawda, że okoliczności, czyli pogrom faworytek okazały się niezwykle sprzyjające. Ale w takim na przykład meczu z Chinką Na Li Radwańska pokazała, że na serio myśli i naprawdę dużo robi, by zwyciężyć w najważniejszym turnieju. Na pewno tak samo, a może jeszcze bardziej starała się z Sabine Lisicki. W finale czekała już przecież Marion Bartoli, z którą Isia nie przegrywa. To prawda, że po porażce  słabo wypadły jej podziękowania za grę Niemce. Jej odwrócenie się od rywalki pokazało jednak, jak wielkie emocje nią targały i jak wielkie rozczarowanie przeżywała.  Przypominam, że w ubiegłym roku podczas igrzysk mieliśmy pretensje do Radwańskiej, że  zupełnie nie przejęła się szybkim pożegnaniem z rozgrywkami. Teraz jest znowu źle, bo się przejęła za mocno. Gdybym musiał wybierać, wolałbym tę tegoroczną. A mistrzyni Bartoli ? Można biadolić, że gra najbrzydziej na świecie, ale tytułu nikt  już jej nie odbierze. Ona wykorzystała wielką szansę. Czy lepszą od niej tyle razy Radwańską spotka kiedyś to samo ? Wojciech Fibak prowadził w decydującym secie 4 do 1 z Manuelem Orantesem w finale Masters i przegrał. Mówiło się, że jest młody i  będzie miał kolejne okazje. I  nie sprawdziło się. Fibak miał wtedy 24 lata, a więc tyle samo co dzisiaj najlepsza Polka.

Z Jerzym Janowiczem nie ma na razie takiego dylematu. Londyński turniej chyba ostatecznie przekonał wszystkich, że chłopak z Łodzi nie zostanie gwiazdą jednego turnieju w Paryżu. Po powrocie na lotnisku powiedział, że najważniejsze teraz, by nie zwariować. Należy tego życzyć również niektórym zgłodniałym osiągnięć dziennikarzom, którzy teraz będą wymagali od Janowicza seryjnych zwycięstw z całą czołówką.

I jeszcze jedno. Dobrze, że gdzieniegdzie przypomniano rolę mądrego wsparcia karier Radwańskiej i Janowicza przez Ryszarda Krauzego. Teraz nie mamy w naszym tenisie kogoś podobnego do Krauzego.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Fibak – Orantes. Takiego meczu nie zapomina się. Orantes wyszedł wtedy z prawie beznadziejnej sytuacji. Stawiałem na …Djokovica…
    Dobrze ,że wygrał Murray. Dobrze dla Janowicza i jego półfinałowej przegranej.

  2. Tenis powoli staje sie naszym kolejnym sportem narodowym. Zainteresowanie tenisem wśród młodzieży wzrosło wyraźnie. Widac to po szkółkach tenisowych

  3. Dobrze o tyle, że porażka z mistrzem mniej boli. Jednak to wciąż porażka. I tym bardziej można sobie wyobrażać, że mogliśmy być na miejscu tego mistrza:)

css.php