Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka

17.02.2013
niedziela

Pałka, Hojnisz, Kowalczyk

17 lutego 2013, niedziela,

Justyna Kowalczyk czy Marit Bjoergen ? Wydawało się, że to będzie pytanie zimy  polskiego kibica. No i jeszcze Kamil Stoch z kolegami dawał nadzieje na emocje. Tymczasem jest trochę lepiej. Od biathlonowych mistrzostw świata na Morawach wypada znać jeszcze co najmniej dwa nazwiska. Najpierw Krystyna Pałka wybiegała i wystrzelała srebro, a w niedzielę 21 – letnia Ślązaczka Monika Hojnisz dała się wyprzedzić tylko przez dwie zawodniczki. Biathlon nie należy do sportów, którymi się pasjonuję. Przez ostatnie dwadzieścia lat śledziłem losy Tomasza Sikory, który albo dobrze biegał (częściej), albo dobrze strzelał (rzadziej). Kilka razy na najważniejszych imprezach udało się skoordynować obie czynności. Ogólnie jednak Sikora trenował jak nigdy, a wychodziło jak zawsze, czyli dość średnio, choć to może trochę niesprawiedliwe podsumowanie jego kariery.

Dzisiaj nie mamy Sikory, ale mamy dziewczyny, które wracają z dwoma medalami. Jeden można by uznać za przypadek, dwa są chyba dowodem na to, że pojawiła się grupa, którą interesuje znacznie więcej niż satysfakcja z udziału w wielkich imprezach. Sukces przyszedł w odpowiednim momencie. Minister Mucha ogłosiła projekt, zgodnie z którym państwowe pieniądze będą wspierać tylko te dyscypliny, które zapewniają realne szanse na olimpijskie podium. Biathlon dopisał się (chyba) do tej listy w ostatniej chwili.

Na pytanie, którym rozpocząłem, odpowiedź zacznie padać już za kilka dni. W tym tygodniu zaczynają się mistrzostwa świata w Val di Fiemme. Ten sezon był trochę inny. Bjoergen odpuściła Puchar Świata. Komunikaty o jej stanie zdrowia rozpalały wyobraźnię. Justyna też miała kilka wpadek, np. w niedawnym sprincie. Ostatni weekend to pokaz siły Justyny. Jeden z trenerów powiedział, że przez kilka dni do mistrzostw nie da się formy zgubić. To świetnie. Żeby jeszcze udało się zgubić przynajmniej w kilku konkurencjach wielką Marit Bjoergen.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. nota bene z bundesligi i okolic:
    lewandowski po (naprawde idiotycznym) kopniaku -karencja 3 mecze;
    podolski chce dzisiaj pokazac, co potrafi – zobaczymy 😉

  2. „Minister Mucha ogłosiła projekt, zgodnie z którym państwowe pieniądze będą wspierać tylko te dyscypliny, które zapewniają realne szanse na olimpijskie podium.”
    Nie rozumiem. Dlaczego polski podatnik godzi się na marnotrawienie pieniędzy? Czy ludzie są aż tak nielogiczni? Rozumiałbym radość z powodu np. dofinansowania, a choćby nawet i prywatnego wyciągu narciarskiego, jakiejś trasy biegowej – czy nawet spacerowej – na nartach gdzieś po górkach. Dofinasowania samej budowy, wytyczenia, niwelacji, nie mam wreszcie zielonego pojęcia co się robi, aby miejsce do biegania na nartach było. Albo dofinansowania dzieciakom zakupu nart biegowych w jakiejś szkole. Czy ja wiem, kurtek z takiego fikuśnego materiału, coby się nie pociły biegając.

    Co ludziom przyjdzie z chwilowej radości, że gdzieś ktoś skoczył na nartach? Jak wariat zjechał ze zjeżdżalki wielkości drapacza chmur albo przebiegł ileśtam kilometrów w morderczym dla 99.99% ludzkości tempie czy dodał do tego zestrzelenie jakichś czarnych kółek i pierwszy wbiegł na umowną metę.

    Przecież – ale tylko na zdrowy rozum – powinna liczyć się liczba zawałów serca, którym dofinansowania z państwowych podatków powinny(?) zapobiegać. Nie „wyczyn” – zresztą prawie zawsze oparty na oszustwie – czy mnie pamięć myli, co do przeszłości jednej z wymienionych mistrzyń? – ale sport masowy. Aby grubasy wyłączyły komputery i telewizory, wylazły z samochodów i zaczęły gubić sadło. Bo jak nie to zdechną ileśtam lat wcześniej i będą kosztować resztę podatników – tych jeszcze nie w szpitalu – kupę forsy.
    Dużo, dużo więcej, niż te głupie parę milionów na „sport medalowy”.

  3. „Co ludziom przyjdzie z chwilowej radości, że gdzieś ktoś skoczył na nartach?” Zza kałuży trochę chyba mnie podpuszcza. Mnie tam taka chwilowa radość jest potrzebna. Chyba takich jak ja jest sporo, skoro na świecie jest jednak tak, że państwa finansują wyczynowy sport. I jednak sukcesy,np. Justyny Kowalczyk powodują, że sporo osób zakładają biegówki i próbują biegać.

  4. Krzysztof Matlak 20 lutego o godz. 21:25
    „Chyba takich jak ja jest sporo, skoro na świecie jest jednak tak, że państwa finansują wyczynowy sport.”
    A wie Gospodarz, że jednym z niewielu tematów, który by mnie w artukule dziennikarza sportowego zainteresował, byłby opis jak wygląda ta ekonomia sportu na świecie.

    Jak ukształtowała się moja opinia o sporcie wyczynowym.
    Sport – przykłady negatywne.
    Kibice.
    Protoplastów kiboli widywałem wokół stadionów „Śląska”. Za czasów Sybisa. Kibiców, takich zwykłych, pijanych w sztok i stale przeklinających – na stadionie. Rozrób większych nie było albo błyskawicznie się kończyły bo milicja i WSW rozpędzały i zamykały zadymiarzy w 5 minut. Dużo większe burdy były w pociagach, ale na szczęście ich nie widziałem tylko albo się o nich słyszało od ludzi albo gazety o nich pisały. Od tego czasu, czyli od dzieciństwa mam jednoznaczne skojarzenia ze słowem „kibic”. Teraz wiem, że to byli socjalistyczni kibole.
    Powodem tego, że w dorosłym życiu nigdy nie poszedłem na żaden stadion były skojarzenia z dzieciństwa. Kibic = społeczne dno.
    „Sportowcy”.
    Kolega z podwórka „trenował” w „Śląsku” kilka sportów, przez bardzo krótki czas, 2-3 lata. Podobno doznał kontuzji i przeszedł na rentę. W wieku (może) 20-tu lat. Na podwórku samochód naprawiał od czasu do czasu robiąc za podnośnik i bez widocznego wysiłku przenosząc, podnosząc, przesuwając, sam lub z sąsiadem, całkiem dorosłe samochody, nie zabawki. „Prywatny” kanał naprawczy sobie wykopali i wybetonowali. Łopatami, nie koparką. Jeden z nich rencista sportowy. Młodość mile spędzał popijając piwko na rencie. Inny kolega trenował boks w „Gwardii”. Opowiadał, specjalnie niczego nie kolorując, o stosunkach w milicyjnym klubie. O pieniadzach, o trzeźwości. Po upadku komuny wcale nie zdziwiłem się, gdzie wylądowało tak dużo „sportowców” za państwowe pieniądze. Ile było „górników” czy „hutników” wśród „sportowców” to wszyscy wiedzą, lokalny „Hutmen” też dofinasowywał.
    Lekcja dla mnie; sportowcy-wyczynowcy (piłkarze i bokserzy w szczególności, ale i lekkoatleci też) to pijacy i cwaniacy, a czasami bandziorzy.

    Sport – przykłady pozytywne.
    Rzeczywiście z powodu Szurkowskiego zacząłem częściej jeździć na rowerze i do dzisiaj mi to zostało. Dlatego, że „Hutmen” sfinansował horcerzom łódki mogłem nauczyć się żeglować a dlatego, że (nawet nie wiem kto) dawał forsę AZS-owi mogłem to robić na studiach. Pływać nauczyłem się w dużej mierze dzięki basenowi „Śląska”, bardzo dobrze (i czysto!) „zaopiekowanemu” wtedy przez wojsko.

    W dorosłym życiu za dużo wielkich gwiazd sportowych albo całych dziedzin sportu okazało się za mojego życia zwykłymi oszustami wyłudzającymi forsę od reklamodawców i od naiwnej publiczności.

    Waaadza pod każdą szerokością geograficzną będzie miała interes w dostarczaniu igrzysk. Prymitywne emocje tłumu, który lubi ersatz wojny. Na tym podobno buduje się patriotyzm. Potwierdza to obecność biur rekrutacyjnych wojska na wszystkich wielkich imprezach sportowych. Poza tym waaadza lubi ogrzewać się blaskiem sławy sportowca. Że niby na nią spływa część tej chwały. Prezydenci i premierzy zapraszają na pokoje i się grzeją „wspólną” wspaniałością.

    Nie zmieniam swojego zdania. Wielkie imprezy, czy to na stadionach z powodu „nasi wygrali” czy to na błoniach z powodu „nasz papież” sterują tłumem wykorzystując te same emocje. Nie pociaga mnie przynależnośc do takiej wspólnoty. Nie chcę wydawania publicznych pieniędzy na sport wyczynowy. Nie wszędzie na świecie państwo finansuje tę dziedzinę. Są kraje, i to z sukcesami w sporcie, gdzie rolę sponsora pełni sektor prywatny.
    Już pomijając fakt idiotyczności rankingów na wielkich zawodach, gdzie liczymy i porównujemy ilość medali zdobytych przez kraje skrajnie różniące się liczbą ludności czy zamożnością.

    Całkowicie bym zignorował sport wyczynowy. Chcesz się ścigać – znajdź sobie prywatengo sponsora. Ja nie mam zamiaru finsować twojego hobby. A medale, hymny i podia to proszę wybaczyć, ale to samo co religia smoleńska. Sport masowy w moim pojęciu to w wielkiej mierze część prewencji w opiece zdrowotnej. Całkiem sensowne byłoby włączenie całego tego pożal sie boże „ministerstwa” do ministerstwa zdrowia.

  5. Krystyna Pałka to zawzięta osobowość, mam nadzieję że pokaże na co ją stać i końcu damy trochę wytchnienia skoczkom i Justynie 🙂

css.php