Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka Dogrywki - Sportowy blog Krzysztofa Matlaka

26.06.2012
wtorek

Diabli wiedzą, Smuda nie

26 czerwca 2012, wtorek,

– Wierzę, że szczęście dopisze i załapiemy się na półfinał – to nie jest wypowiedź któregoś z naszych piłkarzy sprzed dwóch tygodni, tylko kolegi, który piłką zaczął się interesować … dopiero w czasie EURO. Znajomy zalogował się na portalu UEFA i czai się na bilety w ostatniej chwili. Udało się z ćwierćfinałem na Narodowym, teraz nie traci nadziei na półfinał. Podobno wczoraj o piątej rano „rzucili” do sieci kilka biletów …

To zainteresowanie można nazwać efektem EURO. Wykracza daleko poza grupę tych, którzy na co dzień pasjonują się futbolem, czy sportem w ogóle. Magia wielkiej imprezy zrobiła swoje. Wrażenie jest piorunujące, bo bezpośrednio mamy z czymś takim do czynienia po raz pierwszy. No i świat się nie skończył, mimo że Polaków w turnieju zabrakło po tygodniu.

Też chciałbym wznieść się ponad dyskusje o tym, dlaczego się nie udało i czy prezes Lato pojedzie wreszcie na ryby. W dłuższych teraz przerwach między meczami coś mnie jednak  znosi w kierunku  naszego piłkarskiego bałaganu. Zamiast oddać się analizom szans poszczególnych pólfinalistów ( finał Niemcy – Portugalia, co Państwo na to?),  wzrok i słuch skupiam na trenerze Smudzie, który przerwał milczenie.

Co ma selekcjoner polskiej reprezentacji piłki nożnej  ma do powiedzenia ?  Pierwsze trzy dni i noce  po ostatnim gwizdku analizował występy  swoje i swoich podopiecznych. I co ? „Diabli wiedzą”. To w „Przeglądzie Sportowym” odsyła nas trener do diabelskiej wiedzy.

Po wyczerpującej analizie dowiedzieliśmy się, że wszystko było ok i gdyby cofnąć czas, niczego nie trzeba by zmieniać. No, może trochę szczęścia by się przydało. Tu się zgadzam. Tyle że nie trochę. Moim zdaniem szczęście powinni naszym chłopakom tirami podwozić na stadiony w Warszawie i Wrocławiu. Bo zdaje się w żaden inny sposób na sukces, nawet umiarkowany, nie można było liczyć.

Ogłuszający doping entuzjastycznie nastawionych kibiców powodował, że złote myśli Franciszka Smudy zza bocznej linii nie docierały na boisko. Panie trenerze, proszę nam zdradzić, co zgłuszyli rozwrzeszczani fani. Dobrze byłoby wiedzieć, czego mądrego nie usłyszeli Murawski i Wasilewski na przykład.

Brak zmian w telewizyjnym wywiadzie też został wytłumaczony  z żelazną logiką. Nim wchodzący zawodnik „zapali”, drużyna może stracić gola. To mówi trenerowi przebogate doświadczenie. Jak to usłyszałem, to sam chciałem zapalić, choć rzuciłem ten nałóg w liceum.

Teraz wiem już na pewno. Smuda dla własnego dobra  powinien milczeć  jeszcze przez dłuższy czas, może nawet powinien stać się nowym Wielkim Niemową (jeśli szargam pamięć  Paavo Nurmiego, to bardzo przepraszam).

 

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Panie Krzysztofie,

    Trener Smuda jest niestety rzemieślnikiem, który nie przeszedł żadnej szkoły trenerskiej.
    Dziwne, że taki nieuk wygrywał jak chciał niedoinwestowanymi klubami polską Ekstraklasę

    Dobrze jednak, że możemy go zwolnić wtedy wszystko w naszej reprezentacji się zmieni.
    No chyba, że znowu szczęścia nie dowiozą i za rok po porażkach z Ukrainą i z Anglią, gdy już nie bedziemy mieli szans na MŚ, rozpoczniemy procedurę zwalniania Fornalika

  2. jakby kto chcial odbic polska rzeczywistosc, to powinien postawic caly pzpn na srodku stadionu(jak on sie teraz nazywa, holender, i ktora rzeczypospolita my wlasciwie mamy, bo nie wiem?) rozebrac do gaci i wlaczyc reflektory i zrobic zdjecie.

  3. O tym że „naród” wołał o trenera Smudę to już zapomnieliśmy?
    PZPN „przychylił” się do woli narodu i mieliśmy to co było. Jakoś wcześniej oprócz nienawistników typu Wielka Gęba Tomaszewski, krytyków Smudy wielu nie było. Może raczej nie ujawniali się, bojąc się że jeśli „Smudzie się uda”, to swoje oberwą. Mnie zawiodła ta drużyna, która nie zagrała żadnego całego meczu z zaangażowaniem i wolą wygrania. Kto im tego bronił, chyba nie trener? Smuda nie dał nam cudów jakich się po nim spodziewaliśmy i tyle. Dziś jest obok Laty – winny i wielu może ich opluć, a niektórzy to czynią.
    Pamiętam mecze Widzewa gdzie był trenerem i jego zwycięstwa, sukcesy dalsze ale w reprezentacji padł na deski. Wychodzi na to że Piechniczek/któremu drużynę przygotował odwołany trener Ryszard Kulesza/, jest najlepszym i z sukcesem trenerem żyjącym w Polsce.
    Skoro to łatwe to dlaczego nikt nic lepszego nie zrobił. Nasze mędrkowanie na blogu jest łatwe bo za wyniki nie odpowiadamy, ale wiemy lepiej???
    JERZY

  4. OKi, jutro mecz stulecia, ale zanim o nim, dołączę do blogu moje „przemyślenia”, które go być może nie ubogacą, ale spowodują frekwencję (nie żeby blog nudny był,bo to raczej czytelnicy POLITYKI i jej blogów raczej spleśnieli).
    A więc Smuda, selekcjoner drużyny narodowej, która dał dupy.
    Zbigniew Boniek na pytanie, kto wedle jego mniemania był najlepszym selekcjonerem w dawno minionym czasie odpowiedział: Antoni Piechniczek.
    Antoni Piechniczek na pytanie: dlaczego wyselekcjonowani najlepsi piłkarze dali dupy odpowiedział: z każdym zawodnikiem trzeba rozmawiać inaczej i przekonać go, że pewnych rzeczy nie należy robić i skonkretyzował: najlepsza trójka z Dortmundu nie powinna robić sobie dwutygodniowego urlopu po sukcesie w Bundeslidze(kropka).
    Nie słyszałem do tej pory, ażeby ktokolwiek kwestionował skład powołanych do zespołu zawodników, więc trzeba uczciwie przyznać Smudzie w tym segmencie dobre rozeznanie i nie traktować go jak półgłówka.
    Piłka nożna jest wspaniałym sportem, który może uprawiać każdy, więc dobrze jest, że obecny rząd buduje Orliki, bo tam jest miejsce do uprawiania masowego sportu dla każdej grupy wiekowej (100 metrów w linii prostej od mojego domu jest takie boisko i może zagrać kto chce). Z Orlików nie spodziewałbym się raczej wysypu talentów, a raczej poprawy zdrowia społeczeństwa, ponieważ piłkarza z prawdziwego zdarzenia można wychować tylko w szkółce piłkarskiej zawodowego klubu sportowego. Rozpierducha PZPN nie na wiele się zda, bo starych wyjadaczy zastąpią nowi, którzy być może (albo z całą pewnością) będą jeszcze bardziej kosztowni (skorumpowani) od obecnych towarzyszy. Program naprawy musi być wypracowany przez rząd i PZPN, tak jak się to stało w Niemczech po klęskach (chcielibyśmy takich dożyć) ich reprezentacji. Znaj jednak miarę mociumpanie i nie wybrzydzaj, nie ta skala.
    No a jutro, rany Nazaretu, kto wygra? Zbrzydła mi już gra, w której piłka może należeć tylko do jednej drużyny, a jednocześnie nienawidzę cwaniaków. Poza tym Hiszpanie zawsze mieli do mnie (dzikiego człowieka z PRL-u) więcej cierpliwości od Włochów ( udających, że nie wiedzą co to takiego red wine). Z nostalgią wspominam Benidorm, gdzie przed laty zniecierpliwiony barman (właśnie rozpoczynał się mecz), przygotował dla nas dzbanek Sangrii w odwrotnych proporcjach.
    Niech będzie, ostatni raz kibicuję Hiszpanom (1:0).
    Pozdro

  5. Krzyśku Matlak, znowu się pomyliłem, Hiszpanie nie wgrali, roznieśli Włochów 4:0. Nie zaglądam do historii finałów takich imprez (ME, MŚ), ale nie mogę sobie przypomnieć finału zakończonego różnicą 4 bramek, toż to masakra. Jak to możliwe, że w finale spotykają się zespoły z dwóch różnych półek? Czy za dwa lata Hiszpanie znowu złoją skórę przeciwnikowi, który mniema, iż w finale nie można się ośmieszyć?
    Pozdro

css.php